Planet Apcoh
February 08, 2010

Pamiętnik Pawła Jasienicy. Brak mi kompetencji, żeby recenzować tę książkę. W zamian – kilka wypisów i drobnych uwag.

Gawędziarski, ironiczny język pozwalający o jakimś rzezimieszku pisać, że nie grzeszył przesadną łagodnością (Jasienica 2007: 56). Wypowiedzi przystrojone w tego typu eleganckie eufemizmy to sprytny zabieg. Czytelnik znajdując je i rozszyfrowując czuje się, jakby wymieniał z Autorem krótkie spojrzenia i porozumiewawcze uśmiechy.

Tu i ówdzie ciekawe, celne – choć czasem przytaczane za kimś innym, a nie własne – uwagi: …pretensje nacjonalistyczne tym są większe, im zasługi dla kultury mniejsze (ibid.: 91). Można to spostrzeżenie wyeksploatować na dwa sposoby. Oczywisty to taki, że wąskie, zamknięte, szowinistyczne patrzenie na świat nie jest kulturotwórcze, że cechuje jednostki miałkie, niekreatywne, pesymistycznie nastawione do życia. Druga droga to – w duchu konfliktowym – intuicja, że osoby odcięte (przez elity, salony; jak zwał tak zwał) od możliwości spełniania się kulturotwórczo odreagowują popadając w nacjonalizm. Teren do eksploracji.

Dalej: Gdyby papieże urządzali plebiscyty w sprawach sztuki, Rzym wyglądałby jak Mejszagoła (ibid.: 100). Arystokratyczne, ale trudno nie przyznać racji.

Dobre anegdoty, jak choćby ta nawiązująca do książki Wacława Korabiewicza. Korabiewiczowi, podróżnikowi i pisarzowi, cenzura w jednej z książek puściła fragment demaskujący, w pewnym sensie, ułudę socjalistycznej ekspansji. Tak o tym pisze Jasienica:

W Republice Mali poinformowano Kilometra [tj. Korabiewicza - WW], że jest ona obecnie państwem socjalistycznym. – Więc nie ma już u was niewolnictwa? – zapytał raczej chyba przezornie niż radośnie. – Jak może nie być niewolnictwa? – zdziwił się postępowy rozmówca (ibid.: 121).

Interesujący, z socjologicznego punktu widzenia, fragment o tym, że w wojsku nie może być żadnej równości:

Z dwóch żołnierzy tego samego stopnia jeden musiał być starszy, o czym z góry rozstrzygała lista lokacyjna, data ostatniego awansu, order. Wyznaczając do jakiejkolwiek funkcji dwóch szeregowców, jednego z nich należało koniecznie mianować doraźnym przełożonym tego drugiego właśnie. Ktoś musiał mieć zawsze prawo rozkazywania związane jak najściślej z kwestią odpowiedzialności (ibid.: 178-179).

Na koniec słowo o uszczypliwej uwadze Witolda Gombrowicza, której ostrze skierowane było w młodzież demonstrującą w maju 1968 we Francji i – pośrednio – w media: Niech gdzieś zademonstruje pięciuset studentów, natychmiast zacznie krzyczeć pięć tysięcy żurnalistów (ibid.: 189).

Książka, mam wrażenie, ważniejsza ze względu na osobę Autora i na okoliczności, w jakich była pisana, niż ze względu na treść. Bo Pamiętnik to dzieło trudne i pisane raczej z myślą o ludziach, dla których tamta rzeczywistość była znana i zrozumiała; trochę esej, trochę wspomnienia, trochę dzieło filozoficzne, a to wszystko bez wyraźnie zaznaczonych przejść, bez trzymania się chronologii, itd. Odwrotnie wspominam Pamiętniki Karola Wędziagolskiego (2007): o Autorze wiedziałem niewiele, o okolicznościach powstawania książki równie mało, ale treść broniła się sama (a przynajmniej takie mam wrażenie po dwóch latach od czasu lektury).

Jeszcze jedno: słaba robota redakcyjna. Jak można w 2007 roku wydać książkę, w której jest dużo wtrąceń po rosyjsku i nie dać tłumaczeń? To są, co prawda, często pojedyncze zdania, ale bywa, że zdania te puentują dany fragment lub akapit i wtedy czytelnik rozbija się o barierę językową. Kpina! (pomijam już brak biogramów choćby najważniejszych wspominanych w książce osób…)

Jasienica, Paweł. 2007. Pamiętnik, Warszawa: Prószyński i S-ka.

Tagged: książki, recenzje

by Wojciech Walczak at February 08, 2010 10:00 AM

February 05, 2010

Trafiłem ostatnio na ciekawą mapkę, pokazującą preferencje alkoholowe w różnych krajach Europy:

Legenda:

Czerwony Wino
Żółty Piwo
Niebieski Wódka

Mapa jest o tyle ciekawa, że można z niej próbować wyciągać różne wnioski (zakładając oczywiście, że jest ona poprawna). Na przykład, można uznać, że wino jest popularne tam, gdzie mogło być faktycznie uprawiane (południe kontynentu), a z kolei wódka jest lubiana tam, gdzie jest zimno. Ciekawi mnie podział Polski na strefy wódki i piwa. Możliwe, że na piwną strefę zostały wyznaczone tereny “Ziem Odzyskanych“, gdzie teoretycznie tradycyjne niemieckie zamiłowanie do piwa może mieć głębsze korzenie, ale de facto te tereny obecnie zamieszkują ludzie przesiedleni z Kresów, Bieszczad itp. Bardziej sensowne dla mnie by było wytyczenie linii granicznej wódka-piwo na granicy zaboru rosyjskiego. Niestety nie mogę teraz tego nigdzie odszukać, ale czytałem gdzieś, że w Polsce generalnie wódka jako-taka nie była bardzo popularnym trunkiem, a rozkwit jej popularności przypadł właśnie na lata zaborów i później PRLu.

Tak czy tak – mapa jest ciekawa.

by Leszek Krupiński at February 05, 2010 10:26 AM

February 03, 2010

Idę do biblioteki. Brnę przez zaspy i śniegi. Nogawki zmoczone od błota. Czoło – mokre od potu. Bo myślę. Pytanie brzmi: po co ten trud? Żadnej książki pilnie oddać nie muszę, żadnej nie muszę wypożyczyć. Nawet gdybym chciał coś jeszcze zacząć czytać to i tak nie mogę, bo czytam obecnie pięć różnych książek (tzn. rozczytanych mam więcej, ale do pięciu w miarę regularnie zaglądam). A czasu mam na jedną, góra dwie. Jakby tego było mało, mam przecież masę nieprzeczytanych książek na miejscu, w domu. Leżą na półkach, w skrzynkach, pod łóżkiem, na szafie. Wystarczy rękę wyciągnąć i zawsze się na jakąś trafi.

Ale idę.

Błądzę między regałami. Poluję. Pierwsza, druga, trzecia. I czwarta z magazynu. I jeszcze dwie – branżowe. Komplet. Wracam do domu z przeładowaną torbą. Więc – po co? No coż, pewnie ich nie przeczytam. Oddam tak jak wypożyczyłem – przekartkowane. Ale o to właśnie chodzi. O ten l u k s u s, że jeśli tylko będę chciał – mogę wziąć je do ręki i przekartkować, przeczytać parę stron, nadać wyższy priorytet lub cisnąć w kąt. Chodzi o m o ż l i w o ś ć. O komfort możliwości. Posiadacz pięćdziesięciocalowej plazmy na tej samej zasadzie pociesza się pewnie, że ma 300 kanałów do wyboru.

Tagged: książki, raptularz

by Wojciech Walczak at February 03, 2010 09:08 AM

February 02, 2010

Spotkania na krańcach świata Wernera Herzoga. Dobry film. Trochę lęku jeśli pomyśleć o tych wszystkich stworzonkach żyjących w morskich odmętach. Trochę niepokoju jeśli uzmysłowić sobie piękno świata. Bo czym wtedy jest kultura? Na pewno nie tworzeniem piękna, bo w porównaniu z tym, co od niechcenia potrafi zrobić natura, wypadamy śmiesznie i blado. Być może kultura jest – powinna być? – tylko zapisem ludzkiej reakcji na piękno. Świadectwem świadomości, niczym więcej. (Na tym tle kultura o kulturze, czyli między innymi to, co ja robię tu, a miliony ludzi gdzie indziej, to marność zupełna.)

Ale najważniejsze w filmie nie są “krańce świata” tylko – “spotkania”. Antarktyda jako miejsce przyciągające podobnych do siebie ludzi: pozytywnych świrów, podróżników, ludzi ciekawych świata, żyjących inaczej, po swojemu. Gdyby Herzog pokazał tylko Antarktydę, foki i pingwiny, podwodny świat i wulkany, to przestałbym oglądać po trzydziestu minutach. Bo wśród dziwów, jakie Herzog na Antarktydzie znalazł, najbardziej niezwykli byli własnie ludzie.

Tagged: ekologia, film, filozofia, przyroda, recenzje

by Wojciech Walczak at February 02, 2010 09:50 AM

January 31, 2010
Dzisiaj rano prószył śnieg. Nie byłby to wielki powód do zdziwienia, wszak codziennie widzę w oddali ośnieżone szczyty... Gdyby nie fakt, że wczoraj było +15 stopni. Ciekawe czy dęby w końcu liście zgubią ;)

January 31, 2010 01:47 PM

January 30, 2010

Linuksowa implementacja RAID, zwana md, nie bez powodu określana jest jako elastyczna. Zmiany poczynione w ciągu ostatnich kilku lat pozwalają np. powiększać RAID5 czy 6 o dodatkowe dyski, zmieniać poziomy nadmiarowości czy parametry macierzy. To wszystko ,,w locie'' i z kontynuacją w przypadku restartu komputera.

W ramach ćwiczeń postanowiłem zmienić parametr chunk size na bardziej współczesny. Od jakiegoś czasu wartością domniemaną przy tworzeniu macierzy jest 512KiB, mój domowy storage utworzony został jeszcze z 64KiB:

# ./mdadm  -Q --detail /dev/md127 
/dev/md127:

     Raid Level : raid5
     Array Size : 2930287488 (2794.54 GiB 3000.61 GB)

          State : clean
          
         Layout : left-symmetric
     Chunk Size : 64K

W zasadzie wystarcza jedna komenda:

# mdadm --grow /dev/md127 --chunk=512 --backup-file=/boot/raid-grow-temp
mdadm: component size 976762496K is not a multiple of chunksize 512K

Uh oh. Pierwsza przeszkodza. Faktycznie, wielkość macierzy jest o ćwierć nowego chunk size za duża &mdash 1907739,25. Potrzeba zmniejszyć RAID do 1907739*512 = 976762368.

Aby zmniejszyć urządzenie, bezpieczniej jest najpierw zmniejszyć zawarty na nim system plików. U mnie jest to ext4.

# resize2fs /dev/dm-0 
resize2fs 1.41.9 (22-Aug-2009)
The filesystem is already 732571743 blocks long.  Nothing to do!

Wielkość bloku w tym przypadku to 4KiB. Dla pewności: 732571743 * 4KiB = 2930286972, czyli wielkość w bajtach mniej-więcej odpowiadająca wiekości macierzy. RAID muszę zmniejszyć o 128KiB, ale system plików dla pewności zmniejszę o 2 mebibajty, czyli o 512 bloków, do wielkości 732 571 231.

# resize2fs -p -S 512 /dev/dm-0 732571231
resize2fs 1.41.9 (22-Aug-2009)
Filesystem at /dev/dm-0 is mounted on /; on-line resizing required
On-line shrinking from 732571743 to 732571231 not supported.

Stop. Przeszkoda nr 2. Ext4 nie da się zmniejszyć w trakcie pracy. Trzeba się pożegnać z wizją przeprowadzenia całej operacji na działającycm systemie i uruchomić komputer z Live USB. Następnie:

# resize2fs -p -S 512 /dev/mapper/mth 732571231
Resizing the filesystem on /dev/mapper/mth to 732571231 (4k) blocks.
Begin pass 2 (max = 201)
Relocating blocks             XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
Begin pass 2 (max = 22357)
Scanning inode table          XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
The filesystem on /dev/mapper/mth is now 732571231 blocks long.

Teraz jeszcze restart z powrotem do właściwego systemu i można wrócić do operacji na macierzy:

# mdadm --grow /dev/md127 --size 976762368

Wykonanie polecania szybko się kończy. Jedyny ślad w logach:

md127: detected capacity change from 3000614387712 to 3000613994496

Krok kolejny, druga próba zmiany parametru:

# mdadm --grow /dev/md127 --chunk=512 --backup-file=/boot/raid-grow-temp
# dmesg | tail
md: reshape of RAID array md127
md: minimum _guaranteed_  speed: 200000 KB/sec/disk.
md: using maximum available idle IO bandwidth (but not more than 200000 KB/sec) for reshape.
md: using 128k window, over a total of 976762368 blocks.

Czyli zaczęło się. Postęp operacji widać w /proc/mdstat, /sys/class/block/md127/, można też sprawdzić poleceniem mdadm.

# cat /proc/mdstat
Personalities : [raid6] [raid5] [raid4] 
md127 : active raid5 sda[0] sdb[3] sde[2] sdc[1]
      2930287104 blocks super 0.91 level 5, 64k chunk, algorithm 2 [4/4] [UUUU]
      [>....................]  reshape =  0.0% (90112/976762368) finish=4334.6min speed=3754K/sec

# mdadm -Q --detail /dev/md127 
/dev/md127:

     Raid Level : raid5
     Array Size : 2930287104 (2794.54 GiB 3000.61 GB)

    Update Time : Mon Jan 11 17:11:50 2010
          State : clean, recovering
 
         Layout : left-symmetric
     Chunk Size : 64K

 Reshape Status : 19% complete
  New Chunksize : 512K

Mijają trzy dni… A tak naprawdę to ponad pięć, zanim w logach pojawi się napis md: md127: reshape done. Nowy stan rzeczy:

# cat /proc/mdstat 
Personalities : [raid6] [raid5] [raid4] 
md127 : active raid5 sda[0] sdb[3] sde[2] sdc[1]
      2930287104 blocks level 5, 512k chunk, algorithm 2 [4/4] [UUUU]

Tak więc zmiana parametrów linuksowego soft-raid jest jak najbardziej wykonalna. Ekwilibrystyka wymagana jest w przypadku niedopasowania pierwotnych parametrów do tego co chcemy osiągnąć, co pociąga za sobą konieczność manipulacji systemem plików. Za kilka lat wszystkie te aspekty obejmie btrfs i w obsłudze będzie równie prosty co powstały na początku tego wieku ZFS. Mimo trochę większych możliwości, jak np. ustalenia poziomu RAID dla każdego pliku z osobna.

January 30, 2010 04:46 PM

O avatarze na joggerze pisało już co najmniej kilka osób.
Właściwie przez przypadek byłem na avatarze 2 razy, w sumie nie miałem ochoty na ten temat pisać, ale niech mi tam. Poniekąd skłonił mnie do tego wpis koniczynka. Nie zamierzam pisać o fabule, bo chyba nikt nie wybiera(ł) się na ten film z myślą o fabule :>.

Kilka moich subiektywnych spostrzeżeń:

  • Rozmiar ma znaczenie, odwieczna prawda wydaje się być prawdziwa, ekran w imaxie jest odczuwalnie większy, w CC po bokach jak i na górze/dole widać jednak, że ekran się kończy
    Zdaje się, że w obu przypadkach siedziałem w 5tym rzędzie i w obu nie było potrzeby jakiegoś wyginania głowy "w górę", w przypadku imaxa następnym razem spróbuję chyba w 4tym
    BTW: dziwne dla mnie jest to, że w imaxie ludzie rezerwują dalsze rzędy o0
  • Rozmycie obrazu, czytałem kilka razy, że plan, który jest poza głównym punktem skupienia, jest rozmazany, i tak jest (w imaxie pewnie dodatkowy wpływ na to ma to, że to DMR, bo komu chciałoby się kręcić niemobilną kamerą, która waży > 100kg?)
    W każdym razie, miałem wrażenie, że w CC obraz (łącznie z tym na czym się skupia wzrok), był bardziej rozmyty, nie mam pojęcia, z czego to może wynikać
  • Jak już koniczynek pisał, w imaxie totalnie schrzanili napisy (wyświetlając je w 2D co powodowało, że w okularach były zupełnie nieczytelne) (nie ma to wielkiego znaczenia, biorąc pod uwagę, że fabuła nieskomplikowana a słownictwo bardzo proste)
    W CC napisy były 3d, ale... wyświetlane były w różnych miejscach na ekranie (WTF?) po drugie, dla mnie to było nieodczuwalne, ale miały ponoć różną głębię (moja mama się na to skarżyła)

Chyba tyle ode mnie, z rzeczy mniej znaczących, imo okulary w CC wygodniejsze niż te w imaxie ;)

P.S. W Krk cena biletów do imaxa i do CC jest identyczna.

January 30, 2010 02:22 PM

January 27, 2010

Zirytował mnie wspomniany wczoraj tekst Setha Godina. Dlaczego? Bo irytujący jest Amerykanin, który najpierw demaskuje formatującą umysły moc edukacji, a potem sprzedaje mi – jak gdyby nigdy nic – koncepcję amerykańskiego snu, którą w ten właśnie sposób nabył. Żeby oddać mu sprawiedliwość, stwierdzić należy, że pisał o edukacji jako o metodzie zabijania kreatywności, a nie o metodzie przekazywania społecznych postaw i wartości. Różnica bardzo subtelna (i można się spierać, czy w ogóle istnieje), ale jednak.

Kluczowy zarzut do tekstu brzmi tak: Seth Godin daje rady, jacy ludzie powinni być, podczas gdy problemem nie jest brak tego typu ludzi. Problemem jest nieumiejętność wykorzystania mocy tych ludzi, którzy są, żyją, myślą, tworzą. Produkowanie ich w jeszcze większych ilościach niczego nie rozwiąże (a wręcz pogłębi problem rozdrobnienia), nie zbliży nas do świata, w którym wiedzę da się kumulować przy użyciu skuteczniejszych metod. Oto jest pytanie: jak to zrobić, żeby mieć łatwiejszy dostęp do większych zasobów wiedzy?

Z mojej perspektywy wygląda to następująco. Mam bloga – moją zewnętrzną pamięć. Wrzucam coś tu i odciążam mózg. Bloga zintegrowałem z moim kontem na fejsbuku, dzięki czemu moi znajomi wiedzą nad czym aktualnie siedzę (i bywa, że spotkany/-a znajomy/-a podsyła lub mówi coś, co jest ważne, ciekawe, co się przydaje), mam konto na deliszusie, na którym gromadzę warte zapamiętania linki (pomijam, że przez to moja lokalna baza linków odeszła w zapomnienie). Siedzę od lat na IRCowym kanale z ludźmi, którzy – przynajmniej w teorii ;-) – mogą odpowiedzieć szybko na wiele pytań. Mam jakieś pojęcie o używaniu wyszukiwarek, wiem, jak pytać WolframAlpha, pracuję cały czas nad redukcją śmiecia, jaki subskrybuję przez RSSy, itd.

Korzystam z tych protez coraz skuteczniej i w efekcie siedzenie przed komputerem bywa czasem całkiem produktywne (czasem!). Jest nieźle, ale ostatnie pchnięcie w dziedzinie kumulacji wiedzy to póki co odległa wizja. I chyba lepiej, żeby nadeszła szybko, albo wcale, bo każda przesiadka to ból straszliwy. Pojawia się coś nowego i po raz kolejny to, co przez lata się nazbierało – idzie w niepamięć (albo pożarte zostają dni i godziny spędzone na eksportowaniu/importowaniu danych). Dzięki, o Wielki Postępie!

Tagged: blog, internet, społeczeństwo, technologia

by Wojciech Walczak at January 27, 2010 07:05 AM

January 26, 2010

Ten blog jest częściowo techniczny; blog anglojęzyczny jest techniczny praktycznie całkowicie. Często (częstawo?) potrzebuję wklejać w tekst (edytowany jedynie słusznym edytorem w jedynie słusznym języku znaczników) fragmenty kodu źródłowego. Jest parę rozwiązań, które mogę zastosować na blogaskach; oczywiście wszystkie kiepskie.

Można przeładować HTML-owy tag <pre>, za pomocą JavaScriptu albo pług-inów systemu blogowego. Drugie rozwiązanie może ma jakiś sens na Wordpressie, ale na Joggasku jest niemożliwe; JavaScript—fajnie, w większości przypadków działa, ale oskryptowywać się dla takiej pierdółki? HTML i CSS są całkowicie zdolne do pokazania ładnie sformatowanego i pokolorowanego kodu, bez uciekania się do pomocy skryptów. No i żaden skrypt w pehapie czy żawaskrypcie nie pokoloruje mi składni tak ładnie jak mój Emacs ;)

Emacs, z dodatkiem htmlize.el, potrafi zakodować bufor lub jego fragment do postaci pliku HTML, z zachowaniem kolorowania. Jeśli ustawimy zmienną htmlize-output-type na 'inline-css, to generowany jest HTML zdatny do przeklejenia prosto do pisanego kodu, ze stylami w formie <span style="…">. Dwa problemy: generowany jest cały HTML (z nagłówkiem itd), a kolor tła jest ustawiany w tagu body, a nie pre, co powoduje, że trzeba go przekleić. Zwykle robiłem to ręcznie, ale potrzebując przegenerować wszystkie przykłady potrzebne w drugiej części tutoriala Yaclml, wymiękłem.

Po pewnym czasie…

(require 'htmlize)

(defun jph/strip-htmlized-buffer ()
  "Strip htmlized buffer to <pre> tag, copying style attribute from <body> to <pre>."
  (interactive)
  (goto-char (point-min))
  (re-search-forward "<body\\( style=[^>]*\\)>")
  (let ((style (match-string 1)))
    (search-forward "<pre")
    (insert style)
    (delete-region (point-min) (line-beginning-position))

    (search-forward "</pre>")
    (delete-region (point) (point-max))
    (insert "\n")))

(defun jph/htmlize-fragment (prefix)
  "Replace fragment of current buffer with htmlized file.

Text between comments <!-- htmlize filename --> and
<!-- end htmlize --> gets replaced with htmlized file
`filename' (only the <pre> tag).

If a negative prefix is given, text between comments is removed.

Only one pair of comments is processed (nearest one forward from
current point position).
"
  (interactive "p")
  (when (search-forward "<!-- htmlize " nil t)
    (let ((source-file (thing-at-point 'filename)))
      (beginning-of-line 2)
      (let ((start (point)))
        (search-forward "<!-- end htmlize ")
        (beginning-of-line)
        (delete-region start (point)))
      (when (>= prefix 0) ; '-' prefix prevents inserting the htmlized text
        (insert (with-current-buffer (find-file-noselect source-file)
                  (with-current-buffer (htmlize-buffer)
                    (jph/strip-htmlized-buffer)
                    (prog1 (buffer-string)
                      (kill-buffer)))))))
    t))

(defun jph/htmlize-all-fragments (prefix)
  "Replace all indicated fragments of current buffer with htmlized files.

All pair of <!-- htmlize filename --> and <!-- end htmlize --> comments
are processed with `jph/htmlize-fragment'.  If negative prefix is given,
inside of all such comment pairs is deleted."
  (interactive "p")
  (goto-char (point-min))
  (while (jph/htmlize-fragment prefix)))

Powyższą wklejkę wpisałem w swój kod tak:

<!-- htmlize htmlize-fragments.el -->
<!-- end htmlize -->

Następnie wywołałem magiczne zaklęcie M-x jph/htmlize-all-fragments—i gotowe. Z ujemnym prefiksem (M-- M-x jph/htmlize-all-fragments) kod spomiędzy magicznych komentarzy jest kasowany (jeśli np. edytujemy tekst, a wielkie <pre> przetykane <span>-ami nas rozpraszają). Kod jest do przeklejenia stąd, albo do ściągnięcia pod adresem http://gist.github.com/285335. Smacznego!

January 26, 2010 08:55 PM

Mój ulubiony klient Jabbera trzyma logi w SQL. To raczej dobrze niż źle. Jednak w tym układzie nie można po prostu przekazać komuś pliku z jego historią. Nie będzie to prosty grep. Jeśli chcemy poratować kogoś częścią swojej historii rozmów, trzeba użyć czegoś w stylu...

January 26, 2010 07:57 PM


Błądzę po sieci i szukam miejsc, gdzie żyje Idea, Zmiana, Pomysł. Rozglądam się za ludźmi, wizjami, które zmienią świat. Trafiam na ChangeThis.com. Na górze strony link do tekstu Setha Godina Brainwashed: Seven Ways to Reinvent Yourself. Niech będzie. Zaczynam czytać i co? Godin przez pierwsze strony odkrywa coś, co od ponad stu lat jest już skonceptualizowane: proces socjalizacji pierwotnej oraz stan anomii społecznej (nie nazywając ich po imieniu). Hm. Słabo. Co dalej? Dalej twierdzi, że kiedyś byliśmy izolowani, a teraz dzięki facebookom różnym (mówi o social media) jesteśmy connected. I że Internet umożliwia szybkie rozprzestrzenianie się obrazków (<wink>). Tylko, że z tą izolacją to też nie do końca tak. Chociażby ze względu na koncepcję sześciu stopni oddalenia. W skali lokalnej, czy w skali państwa, idee rozprzestrzeniały się stosunkowo szybko i bez Internetu. Tak, tak, wiem – teraz mogę uczestniczyć w życiu globalnej społeczności (tj. idei szukać w Googlach, zamiast we własnej głowie). Fun, really. Później pisze o gospodarce szczodrości (generosity economy), ale o ile wcześniej miał na sercu los ludzi całe życie pracujących w fabryce, teraz wspomina tylko o jednostkach kreatywnych. Łatwo mówić o generosity economy kiedy pomija się proletariat. …co dalej? Dalej dostaję instrukcję w amerykańskim stylu, jak mam zmienić siebie, żeby wejść na ścieżkę sukcesu. Fajnie, już wchodzę!

…albo nie. Wstrzymam się jeszcze i poszukam czegoś innego. Wygląda na to, że utknę na dłużej na EDGE.org.

Tagged: edukacja, filozofia, internet, narzekanie, paradygmaty, społeczeństwo, technologia

by Wojciech Walczak at January 26, 2010 09:17 AM

January 25, 2010
W końcu mam u siebie działające międzyrurki. Zamówione u czołowej tubylczej firmy w listopadzie. Po tym, jak poprzednia tubylcza firma przez ponad miesiąc nie kiwnęła palcem by zareagować na moje zgłoszenie o awarii. Ale w końcu mam... Kosztem kilku godzin wiszenia na telefonie, dwóch...

January 25, 2010 08:03 AM

January 24, 2010
In the aftermath of Google's announcement, some members of Congress are reviving a bill banning U.S. tech companies from working with governments that digitally spy on their citizens. Presumably, those legislators don't understand that their own government is on the list. Cytat z:...

January 24, 2010 09:34 AM

January 22, 2010

Kraków. Kinga i Andrzej. A także – Irlandia. Kiedy w Killary Harbour znaleźliśmy chatę (wtedy była na sprzedaż), w której mieszkał w 1948 roku Ludwig Wittgenstein, myślałem sobie: dziwne, że samobójstwo popełnił dopiero trzy lata później. Żył na odludziu, w towarzystwie ciężkiej, depresyjnej, przytłaczającej aury.

…a najlepsze jest to, że nie zrobiliśmy fotografii budynku. Gdyby ktoś jednak chciał znaleźć to miejsce, Andrzej zlokalizował je na Google Maps.

A my? Po trzech latach najlepiej pamiętamy smaki (co brzmi komicznie, jeśli wziąć pod uwagę irlandzką “tradycję” kulinarną).

*

W pociągu. Panie siedzące naprzeciwko rozwiązują krzyżówkę. Wisława Szymborska…, mówi jedna. Na “p”, sześć liter, dodaje druga. Myślą. Pojawiają się kolejne litery. Mam! P-o-e-t-k-a, krzyczy ta, która zagląda z boku. Przechodzą do kolejnego hasła. 60 jaj…, mówi ta, która trzyma długopis. Myślą. Trzydziestu mężczyzn, zgaduje facet siedzący przy drzwiach. Kobiety nie łapią żartu. Kopa – mówi pani doglądająca przez ramię z tą pewnością osoby, która wie, że udziela Prawidłowej Odpowiedzi. Po rozwiązaniu krzyżówki jedzą bułki i zagryzają kiszonymi ogórkami.

*

W ramach komentarza do tej notki: Contrary to government expectations, having more graduates in the labour market does not mean that employers are creating better jobs to meet better supply (Warhurst 2008: 75).

Tagged: raptularz

by Wojciech Walczak at January 22, 2010 09:01 AM

January 21, 2010

“Kolejarze z Bałkanów pozbyli się starych pociągów, które uznali za niezdatne do jazdy. Kupiły je… Koleje Mazowieckie. Polski przewoźnik wyda miliardy, by pociągi odnowić i zrobić z nich nowoczesne składy.”

(via [dziennik.pl])

Ja wiem, że na nowe pociągi pewnie ich nie stać. Ja wiem, że można zregenerować. Ja wiem, że to taniej. Ale coraz mniej się dziwię nabijaniu się z Polski na 4chanie i pochodnych, że jesteśmy “Europe’s Niggers”. Do nas trafiają wszystkie szroty Europy. Jeszcze jakiś czas temu to były samochody z Niemiec, więc można się pocieszać, że ma się “furę z Zachodu” (bo oczywiście dziadek-Niemiec w ciąży jeździł nią tylko raz w tygodniu do kościoła). Ale teraz jeszcze złom z Bałkanów, który był dla nich zbyt kiepski. Chociaż tu też nie ma co się dziwić – w końcu Bałkany już dawno przestały być “powojennym Sarajewem”, z którym wszystkim u nas się kojarzą. Sama Chorwacja ma więcej autostrad niż Polska, więc o różnicy poziomów nie ma co gadać.

by Leszek Krupiński at January 21, 2010 12:58 PM

Jeśli bym był bardziej artystą niż inżynierem, to pewnie bym napisał “blog w dotychczasowej formie wyczerpał się”. Ale jako że nie jestem, to napiszę po prostu, że wcześniejsza forma nie do końca mi odpowiadała, i postanowiłem ją zmienić/dopracować.

Co mi tak nie odpowiadało? Generalnie chodziło o to, że czasem miałem ochotę na krótką notkę, tylko kilkuzdaniową, ale jakoś takie krótkie notki, prawie twitterowe, nie pasowały mi do tego jak wyglądał blog wcześniej. Z kolei ograniczenie blipa/twittera do 140 znaków skutecznie zniechęcało do jakichkolwiek prób tworzenia szerszych wypowiedzi tamże.

W ten sposób powstało to co widać teraz – Wordpress, ale w formie skróconej. Obszerniejsze teksty mogę spokojnie pisać w postaci “zajawka + read more”, albo i jako PDF (ale tu nie jestem przekonany).

by Leszek Krupiński at January 21, 2010 12:11 PM

January 19, 2010

Zima. Samotna, obielona chata pod lasem. Na tle ośnieżonych drzew – jasnoszary dym z komina. W oknach domu pustka, półmrok, chłód. Ale gdyby tylko wstawić tam wygodny fotel, zamontować dobre światło, ustawić na półkach kilka książek, na biurku położyć laptopa z dostępem do sieci i powiesić (sprawną) strzelbę na ścianie! Taka zima mogłaby trwać nawet do wiosny.

* * *

Bydgoszcz. W galerii (handlowej!) pani hostessa chodzi po korytarzach z tacką i zaprasza na degustację pokrojonego na kawałki, leżącego na plastikowej tacy i poprzebijanego wykałaczkami hamburgera.

* * *

Wieczór z rmf classic. Trochę muzyki filmowej, tu i ówdzie jakiś Mozart czy Vivaldi. Ale na koniec, gdy na zegarze już dawno po pierwszej, czas na trochę p r a w d z i w e j klasyki. Sięgam po płytę i spijam Pennyroyal Tea z Unplugged.

Tagged: raptularz

by Wojciech Walczak at January 19, 2010 07:21 AM

January 17, 2010
Chwilę temu pewien kolega pewna koleżanka przedstawiła harmonogram swojej pierwszej sesji. Tak dla porównania podzielę się spisem treści ostatniej sesji w mojej studenckiej karierze. Terminy nie są jeszcze ustalone (i nie wiadomo kiedy będą, pewnie na 2 dni przed pierwszym egzaminem),...

January 17, 2010 05:38 PM

January 16, 2010
Wszyscy otrzymujący spam od Heliona zostali uraczeni zaproszeniem do ich nowego serwisu. Samego serwisu sprawdzać nie zamierzam... Jednak żal (...) serce ściska na widok tematu wiadomości: 9fingers :: bo programisci licza od 0... Tak, programiści liczą od 0. Ba, jako matematyk nie wyobrażam...

January 16, 2010 10:50 AM

January 14, 2010
Cykl "Z notatnika pentestera" będzie serią krótkich wpisów wskazujących rzeczy, na które natknąłem się podczas pentestów, a które uważam za warte przypomnienia Być może moje uwagi przydadzą się komuś podczas prowadzenia własnego pentestu. Waluty Jeśli system, który testujemy...

January 14, 2010 10:03 PM